Powrót

Arctic Monkeys

Kraj produkcji: Polska
Kategoria wiekowa:
Arctic Monkeys
Być może dzięki temu tekstowi za chwilę dowiesz się o istnieniu zespołu Arctic Monkeys!
Możliwe też, że już wiesz o nich więcej, niż da się zawrzeć w prostych słowach. Niewykluczone, że ściągnąłeś ich piosenki z sieci wiele miesięcy przed tym, gdy zainteresowały się nimi wytwórnie i może poczułeś nagle silny impuls, by spędzić pół dnia w podróży tylko po to, by zobaczyć ich na żywo. Być może wziąłeś jedno demo, które rozdawali na wczesnych koncertach, nauczyłeś się tekstów na pamięć i wykrzykiwałeś je w stronę sceny podczas ich następnego występu. A może byłeś jednym z tych gości, dla których rzucanie się podczas koncertów na las rąk tłumu fanów Arctic Monkeys stało się życiową pasją. I niewykluczone, że skończyło się to jakąś kontuzją po zderzeniu z odsłuchem. Bowiem, o ile twoja definicja sukcesu nie opiera się na ilości jachtów, na które kogoś stać, Arctic Monkeys byli wielcy na długo przed podpisaniem kontraktu z Domino w czerwcu 2005.

Oczywiście cały ten huragan uwielbienia zaczął się od dwóch gitar podarowanych na gwiazdkę Alexowi Turnerowi i Jamie’mu Cookowi. Obaj zabrali się do ostrego ćwiczenia, tak jakby się ścigali. Potem dołączyli do nich Andy Nicholson na basie i Matt Helders na perkusji. Zespół połączyły różnorodne fascynacje od Oasis i The Smiths po Roots Manuvę i manchesterskiego poetę Johna Coopera Clarke’a i wkrótce stworzyli własny styl przesycony przenikliwym liryzmem, który stanowi siłę piosenek „Sun Goes Down” czy „A Certain Romance” oraz pełnymi humoru spostrzeżeniami na temat małomiasteczkowego życia, gdzie „muzyka istnieje tylko po to, by mogły powstać nowe dzwonki do telefonów”, a życie nocne oznacza czasem oberwanie w łeb kijem do bilarda. Zaledwie kilka koncertów wystarczyło, by pod sceną zaczął pojawiać się tłum znający teksty piosenek jeszcze zanim Alex się ich porządnie nauczył. Powód? Demówki-samoróbki w iście punkowym stylu, które rozdawali gratis podczas koncertów.

Piosenki przechodziły z ręki do ręki i zaczęły się dziać najprzedziwniejsze rzeczy. Tak dziwne jak wyprawa Monkeys na koncert do Wakefield i zostanie powitanym przez zagorzałych fanów zespołu, którzy zjechali się nawet z tak odległych miejsc jak Aberdeen. A gdy grupa grała koncert w Boardwalk (Sheffield) na początku tego roku, cała publiczność powitała ich śpiewając „When The Sun Goes Down”. “To po prostu wybuchło,” mówi z entuzjazmem Alex. “Ludzie byli noszeni przez tłum na rękach, niektórzy lądowali na odsłuchach. Jeden gość został podrzucony przez ludzi i walnął twarzą w bok sceny, inny się przez nią przeturlał – idealne lądowanie gimnastyczne. Ale najlepiej jest wtedy, gdy wszyscy po prostu skaczą.”  Rzecz jasna w zespole, który nie zwykł siadać i kombinować, pytania w stylu „co dalej?” spotykają się ze wzruszeniem ramion: „Ludziom naprawdę zależy na tej muzyce. To widać w ich oczach. Ale pewnie może być ich więcej. Zamiast setek osób znających i śpiewających na koncertach teksty, może być ich tysiące. Ciekawe, czy to w ogóle robi jakąś różnicę?”

Oglądaj online